Dodano: 2019-05-10 21:09:20

"Tych krzyków przerażenia nigdy nie zapomnę" - strach w obozie.

1939-09-01 - 1945-05-09

Przeraźliwy głód, praca ponad siły, zimno, terror a przede wszystkim wszechobecny strach i śmierć. Tak wyglądała codzienność w niemieckich nazistowskich obozach koncentracyjnych. Stanisław Zalewski, były więzień KL Gusen, do tej pory wspomina, że sam dojazd do obozu rodził ogromny strach i emocje:

Sam transport to już okropne przeżycie, którego wielu nie przetrwało. Mówi się, że przewożono nas w wagonach bydlęcych. Ja tego nie doświadczyłem, trzoda transportowana jest w lepszych warunkach, choćby dzięki otworom przez które wpływa powietrze. W wagonie panował ogromny ścisk, zaduch i smród, bo potrzeby fizjologiczne były załatwiane w jednym z kątów. Po trwającej ponad dobę podróży pociąg stanął na bocznicy. To była chłodna październikowa noc. Część osób nie przeżyła tego, trzeba było wynosić ich ciała z wagonu. przeszliśmy przez bramę, bici przez Niemców. Funkcyjnym, który nas przyjmował był Żyd, co nas zdziwiło. Siedząc, czekaliśmy do rana. Potem łaźnia, golenie, tatuowanie, selekcja. Po porannym apelu w części dla kobiet, zebrano wszystkie Żydówki, kazano im się rozebrać do naga. Wpakowano na ładunkowe skrzynie ciężarówek, a te pojechały w stronę krematoriów. I do tych jadących i do tych czekających na kolejny transport doszła prawda: wszystkie zginą, zostaną zagazowane. Tych krzyków przerażenia nigdy nie zapomnę."[1]

 

wagon (2).jpg

 

Prócz transportu, największy strach wśród więźniów budził szpital, zwłaszcza lekarze SS - przede wszystkim z powodu swojej nieprzewidywalności, nie starali się też ukryć swojego okrucieństwa. Lekarze często dokonywali selekcji nowo przybyłych. Wielu więźniów wspomina ten moment powtarzając: „Najgorsze doświadczenie w moim życiu to selekcja. Ten strach”[2]. Dodatkowo medycy przeprowadzali eksperymenty na więźniach bez jakiejkolwiek zgody z ich strony (tyczy się to także dzieci i ich opiekunów). Powodowały one ogromne cierpienie, kalectwo i śmierć, a także poobozową traumę i trwały strach przed lekarzami.

Josef Mengele stał się niemal synonimem Auschwitz. Była to postać, która budziła powszechny strach, nie tylko pośród więźniów, ale także wśród współpracowników i niektórych kolegów z SS. Powodem było połączenie jego charakteru (nie mógł oprzeć się posiadanej władzy) i sytuacji, w jakiej się znalazł (przybył do obozu, gdy liczba transportów zaczęła wzrastać). Koledzy i znajomi oceniali go, jako utalentowanego naukowca, mówili, że „(…) połączenie jego wiedzy naukowej, oportunizmu i ambicji, której mu nie brakuje, może mieć bardzo różne skutki.”[3]

Nikt nie ważył mu się sprzeciwić. Więźniowie, którzy w czasach pokoju byli znanymi naukowcami, nauczycielami akademickimi, podporządkowywali mu się bez jakiegokolwiek oporu. Rozkazy, które wydawał i zasady przez niego wyznaczone, musiały być przestrzegane. Ten, kto je naruszył, narażał się, w lżejszym przypadku – na jego wściekłość, w gorszym - na śmierć. Pierwsze wrażenie, jakie robił doktor, było pozytywne. Był czarujący i kulturalny, szybko jednak stawał się straszliwie okrutny – wpadał w furię, a wówczas był nieprzewidywalny. Więźniowie opisywali go w taki sposób: 

„Doktor Mengele był jak gwiazda filmowa – tyle, że lepiej wyglądał – za sam wygląd mógłby dostać nagrodę. Można by się w nim łatwo zakochać. Nikt, kto go widział, nie mógłby sobie wyobrazić, że za tą piękną twarzą kryje się zwierzę. Był pięknym zwierzęciem. Wciąż zadawaliśmy sobie pytanie, jak taki człowiek jak on, mógł zostać nazistą.”[4]

 

josef.jpg

 

Mengele często stał na rampie i dokonywał selekcji. Był wówczas uśmiechnięty i nucił jedną z arii operowych, były to najczęściej tematy muzyczne z Rigolleta. Gestykulując w rytm muzyki wybierał więźniów na śmierć:

Zawsze nosił na sobie mundur, wyglądał czysto i elegancko, gdziekolwiek się pojawił, roztaczał atmosferę strachu i niepewności, ponieważ było wiadomo, że przeprowadzał selekcje i wysyłał ludzi do gazu.”[5]

Jedna z lekarek-więźniarek zeznała, że na zlecenie Mengele musiała przeprowadzać ogromną ilość aborcji. Pewnej nocy na rewir przyszedł Mengele, który przy okazji odkrył, że w piecu, który służył do sterylizacji gotowały się ziemniaki:

"Dostał ataku wściekłości, rzucił mnie na podłogę i zaczął mnie kopać (...) tak że przez dwa czy trzy miesiące miałam w moczu krew. Kiedy ostatnim wysiłkiem powiedziałam >> Herr Obersturmführer, mam dla pana coś niezwykłego << i podałam słój z embrionem, ten człowiek kompletnie się zmienił. Natychmiast się uspokoił i był widocznie uszczęśliwiony."[6]

Świadkowie widzieli, jak zastrzelił na rampie kobietę z dzieckiem, kiedy nie dość szybko wykonywali jego rozkazy, natomiast inni pamiętają tylko miłe słowa, które od niego usłyszeli. Vera Alexander, więźniarka z ziem dawnej Czechosłowacji, miała okazję przyjrzeć się podwójnej naturze doktora, kiedy pełniła funkcję kapo w bloku zamieszkiwanym przez dzieci polskie i cygańskie:

„Mengele przychodził do obozu codziennie – przynosił czekoladę [...]. Kiedy krzyczałam na dzieci i strofowałam je, odpowiadały zwykle: Powiemy wujkowi, że byłaś niedobra. Ale, oczywiście, Mengele zachowywał się tak, bo miał swoje powody: te dzieci nie były dla niego niczym innym jak królikami doświadczalnymi, potrzebnymi do badań. Vera Alexander nieraz była świadkiem, jak dzieci wracały do bloku krzycząc z bólu po wizycie u „dobrego wujka”[7].

Pod koniec funkcjonowania obozu ogarnął go szał mordowania. Mengele stracił nad sobą kontrolę. Jeden z więźniów był świadkiem, jak oddalony od niego o kilka metrów doktor dosłownie wrzeszczał na innego więźnia, który przypadkowo zaszedł mu drogę „Ty przeklęty Żydzie, nie umiesz patrzeć?” potem wyciągnął pistolet i strzelił do niego. Kiedy ten upadł, końcem buta odwrócił na bok jego głowę i oddał do niego drugi strzał[8].

Nie był to jedyny przypadek, kiedy lekarz w tak brutalny sposób zapisał się w kartach historii. Kolejną postacią budzącą grozę był lekarz SS Otto Heidl. Służbę w obozach koncentracyjnych rozpoczął w 1941 r. w Auschwitz. Od 28 kwietnia 1942 r. do 4 kwietnia 1945 r. był lekarzem naczelnym w KL Stutthof. Na podstawie relacji więźniów można wyciągnąć wnioski, że był to człowiek bezwzględnie posłuszny zarządzeniom władz SS i był narodowym socjalistą. Osadzeni wspominali go w różnoraki sposób: jako człowieka grzecznego, niewymagającego i eleganckiego, ale także podkreślali, że był bardzo „nierówny” i kapryśny. Jedna z byłych więźniarek Helena Gieysztorowa stwierdziła krótko:

 „Wśród więźniów wzbudzał strach, niektórzy dostawali na jego widok rozstroju nerwowego.”[9]

 

IMG_20180720_091338.jpg

 

Jego wizyta w szpitalu obozowym polegała głównie na tym, by przejrzeć daną stację z daleka od chorych, aby się nie zarazić, lub dowiedzieć się, jak długo dany chory przebywa w rewirze. Jeżeli było to 6 tygodni lub 2 miesiące i chory nie rokował dobrze, wówczas Heidl skazywał go na śmierć[10]. Jeśli wśród chorych nie spodobała mu się czyjaś twarz, natychmiast wypisywał ze szpitala i posyłał do pracy bez względu na stan zdrowia. 

Jego sytuacja rodzinna odbiła się na tym, jak traktował najmłodszych więźniów:

„Do Heidla przyszła więźniarka, prosząc o poradę, gdyż jej synek miał pęcherzycę. Heidl był wściekły. Podobno, po ożenku życzył sobie mieć syna, a tymczasem urodziła mu się córka. To też widząc synka więźniarki, zareagował w taki sposób, że chwycił dziecko za nóżki i rozbił mu główkę. To była „rada lekarska” dla chorego dziecka.” [11]

„W 1943 r. w obozie urodziło się dziecko. Przypominam sobie serdeczny stosunek więźniów do tego chłopca, stolarze zrobili dla niego śliczne łóżeczko i wypisali 10 przykazań dla matki, pewien góral wyrzeźbił buteleczkę z korkiem. Widzę jeszcze teraz zimną twarz Heidla, kiedy podszedł do dziecka i powiedział: „polskie szczenię”. Tolerował je przez dwa tygodnie, potem dowiedziałyśmy się od pielęgniarki, że matka i dziecko wyjechali. Domyśliłyśmy się jednak, że dziecko dostało zastrzyk. Nasze domysły potwierdził fakt, że matka po pewnym czasie wróciła do obozu sama."[12]

Heidl nie krępował się w publicznym mordowaniu więźniów. Z czasem dostał pomocnika do pracy - Otto Haupta. Wspólnie dokonywali selekcji więźniów i decydowali o życiu i śmierci. Nie wiadomo było jednak, która strona to śmierć – prawa czy lewa:

„Ciężko chore muzułmanki, o wadze maksimum trzydziestu kilogramów, tańczyły przed swoimi katami. To był przerażający taniec śmierci. Nie ma na świecie takiego choreografa, żeby mógł ułożyć podobne pląsy[13]. Rozdzierający krzyk, płacz, modły do Boga w hebrajskim języku stwarzały scenerię, która pozostała na zawsze w pamięci wielu więźniów.”

Postać Haupta doskonale przybliża relacja byłego więźnia dr. Soprunowa:

„Gruby ciężki Oberschaführer Haupt, zatrzymał się przede mną rozstawiwszy nogi i krzywiąc w grymasie tłustą twarz z chytrymi oczami. W końcu głośno ryknął, wypluł zapałkę i wskazującym palcem owłosionej ręki dotknął mnie w czoło i powiedział: Ty jesteś numer. Numer 23 506 i zdechniesz tu, kiedy przyjdzie czas, nie wcześniej i nie później. Musi być porządek.”[14]

Haupt był określany w relacjach, jako bezwzględny brutal. Ludzi słabych prowadził do łaźni i topił ich w wannie. Niepełnosprawnym odbierał kije, protezy, szczudła łamał, a następnie urządzał z kalekimi biegi po lagrze. W kieszeni zawsze nosił zapasową strzykawkę z fenolem, którą uśmiercał więźniów. Siał niepewność i przerażenie. Od 1943 r.  był szefem szpitala. Wg relacji byłego więźnia Jerzego Krzewskiego przyjęcie do szpitala odbywało się różnie, w zależności od humoru Haupta. Sprawdzianem czy chory nie symuluje był stopień odporności na bicie. Jeżeli więźniowie padali po ciosach wybranego SS-mana, wówczas uważani byli za chorych[15].Wielu osadzonych w ogóle nie chodziło do szpitala, bo po prostu bali się - wszyscy wiedzieli, że tam nie nikogo się nie leczy. Mówiono, że Haupt był: „złym duchem rewiru”[16]. Słynną historią związaną z Hauptem był moment, w którym dowiedział się, że jeden z więźniów połknął brylant. Haupt zaprowadził człowieka pod ogrodzenie z drutu kolczastego i zastrzelił go „przy usiłowaniu ucieczki”. Pod groźbą rewolweru zmusił dwóch więźniów: prof. Starkusa i dr. Soprunowa do przeprowadzenia natychmiastowej sekcji. Jak wspominał Soprunow:

„Jeśli znajdziemy brylant, wrzucimy do kanalizacji – szepnął mi Starkus. Drżącymi ze strachu rękami przemywaliśmy śliskie jelita. Haupt z rewolwerem w ręku uporczywie nas śledził. Dopadła go złość i rozczarowanie, kiedy nie znaleźliśmy brylantu.”[17]

Haupt był chciwy, wynosił z obozu wszystko co mógł: odzież, chleb, złote zęby i wysyłał do swojej rodziny do Tiegenhofu.

Ostatnią postacią, na którą warto zwrócić uwagę, jest Gerhard Palitzsch. Jeden z pierwszych SSmanów skierowanych w maju 1940 r. do KL Auschwitz, gdzie służył jako podoficer raportowy. Jeden z największych zbrodniarzy. Odpowiedzialny za przeprowadzanie egzekucji przez rozstrzelanie pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku nr 11. Maltretował więźniów bez powodu. Liczbę jego ofiar oblicza się w tysiącach. Był obecny przy każdej egzekucji. Wielokrotnie dopuszczał się także gwałtów na więźniarkach[18].W swoich wspomnieniach komendant Auschwitz Rudolf Höß tak opisywał Gerharda Palitzscha:

„Obojętny i opanowany, bez pośpiechu i z nieporuszoną twarzą wykonywał swoje okropne dzieło. W czasie jego służby przy komorach gazowych miał zawsze nieruchomą twarz. Był prawdopodobnie tak zahartowany psychicznie, iż mógł bez przerwy zabijać, o niczym nie myśląc (...) Szedł on dosłownie po trupach, by zaspokoić swoją żądzę władzy.”[19]

   

gp.jpg

   

Cenną relacją dotyczącą Palitzscha jest zeznanie Heleny Kłysowej, 19 - letniej dziewczyny, która pełniła funkcję pomocy w jego domu:

„Gdy zaczęłam pracować u Palitzscha (1941 r.), to mieszkał on z żoną i córeczką Helgą, która miała trzy latka. Palitzschowa mi się podobała. Była wysoka, miała ładne oczy, miły uśmiech i zawsze mówiła łagodnym tonem. On także był przystojny. Był blondynem, jedynie oczy miał takie dziwne. Byłam sama, gdy Palitzschowa dostała pewnego dnia bóli porodowych. Nie wiedziałam, co mam robić. Telefonowałam do jego biura i gdy go tam nie zastałam, poleciałam szukać do obozu. (…) odnalazłam go na rampie. Wyładowywano akurat transport więźniów. Ze zgrozą patrzyłam na zachowanie esesmanów, a ich wrzaski i szczekanie psów napawało mnie wielkim strachem. Palitsch, gdy mnie zobaczył, okropnie się zezłościł, ale powtarzałam ciągle „Kind, Kind”. Zabrał mnie na motocykl i zabrał do domu.

Palitzschowie żyli spokojnie, kochali się. Nie przyjmowali gości, nie urządzali libacji. Do cięższych prac w domu i ogrodzie  przychodzili więźniowie. Gdy Palitzsch był w domu, wówczas nie rozmawiałam z nimi. Więźniowie sami ostrzegali mnie przed tym. Bali się, że on zapisze ich numer i wykończy ich w obozie. Przy Palitzschowej odważałam się jednak na to. Wtedy dowiedziałam się, jakim postrachem w obozie jest Palitzsch. Nie mogłam w to uwierzyć. W domu był najlepszym człowiekiem. Do mnie odnosił się dobrze, a swoje dzieci kochał szalenie! Pewnego dnia, jego żona zmarła (był to 1942 r.). Pamiętam, jak usłyszałam z pokoju na dole jego głośny płacz, który przeszedł w żałosny ryk. Palitzsch przyszedł na górę, zaczął tulić do siebie dzieci, mówiąc, że nie mają już matki. Po pogrzebie był bardzo zmieniony.”[20]

Zakończenie

Josef Mengele zmarł 7 lutego 1979 r. w czasie kąpieli w oceanie doznał prawdopodobnie udaru mózgu i utonął. Pochowany został jako Wolfgang Gerhard.

Otto Heidl tuż po zakończeniu wojny uniknął aresztowania i swobodnie praktykował w NRF. Aresztowany w 1954 r. Przed rozprawą sądową popełnił samobójstwo.

Otto Haupt został skazany 22 grudnia 1964 r. za morderstwa dokonywane na więźniach obozu i jeńcach radzieckich na 12 lat pozbawienia wolności (najwyższy wyrok w procesie).

Palitzsch został aresztowany w 1943 przez SS za kontakty seksualne ze słowacką Żydówką, a także za liczne kradzieże, i przeniesiony do podobozu Brünn (był tam Lagerführerem). Aresztowano go jednak ponownie, zdegradowano do SS-Schütze i wcielono do frontowej jednostki. Palitzsch zginął na Węgrzech w walkach z wojskami radzieckimi 4–7 grudnia 1944. Pochowano go na skrzyżowaniu dróg w Jobbaby-Ape, następnie przeniesiono na cmentarz wojskowy w Budaörs, koło autostrady Wiedeń – Budapeszt.

 

Bibliografia:

[1] https://www.se.pl/wiadomosci/polityka/nasze-zycie-nie-znaczylo-nic-wstrzacajaca-relacja-bylego-wieznia-obozu-auschwitz-aa-RjFi-ajDP-K9DQ.html (dostęp 10 maj 2019 r.)

[2] https://www.tvp.info/18528777/?fb_comment_id=1327294860710342_1480075428765617 (dostęp 9 maj 2019 r.)

[3] U. Völklein, Josef Mengele doktor z Auschwitz, wyd. 1, (Warszawa: Prószyński i S-ka 2011), 23.

[4] Y. Koren, E. Negev, Sercem byliśmy wielcy. Niezwykła historia żydowskiej rodziny karłów ocalałej z holocaustu, Kraków 2006, s. 131.

[5] Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau (dalej APMA-B), Zespół Oświadczenia, t. 125, s. 147.

[6] U. Völklein, op.cit., s. 289-290.

[7] Medycyna za drutami obozu. Podręcznik dla studentów medycyny, red Z. J. Ryn, Kraków 2010, s. 37.

[8] U. Völklein, op.cit., S. 38.

[9] Archiwum Muzeum Stutthof (dalej AMS), Relacje i wspomnienia, relacja Heleny Gieysztor, t. 2, S. 141.

[10] AMS, Relacje i wspomnienia, relacja Czesława Majewskiego, t. 17, s. 89.

[11] AMS, Relacje i wspomnienia, relacja Marii Zaleskiej Pitery, t. 15, s. 276.

[12] AMS, Relacje i wspomnienia, relacja Heleny Gieysztor, t. 2, ss. 140-141.

[13] AMS, Relacje i wspomnienia, relacja Jerzego Orłowskiego, t. 13, s. 106.

[14] AMS, Relacje i wspomnienia, relacja F. Soprunowa, t. 2, s. 216.

[15] AMS, Relacje i wspomnienia, relacja Jerzego Krzewskiego, t. 2, s. 148.

[16] AMS, Relacje i wspomnienia, relacja Leszka Zdrojewskiego, t. 2, s. 142.

[17] AMS, Relacje i wspomnienia, relacja F. Soprunowa, t. 2, s. 217.

[18] Po 1942 r. co najprawdopodobniej mogło być związane ze śmiercią zony.

[19] https://pl.wikipedia.org/wiki/Gerhard_Palitzsch

[20] P. Setkiewicz, Życie prywatne esesmanów w Auschwitz, Oświęcim 2013, s. 55-60.

 

Komentarze