Dodano: 2019-01-09 22:25:56

Rozważania o wieku XIII.

1201-01-01 - 1300-12-31

Średniowiecze to bardzo długa epoka. W końcu ponad 1000 lat. I biorąc pod uwagę te klasyczne ramy czasowe, jak i te wskazane przez Jacquesa Le Goffa w „Długim średniowieczu”, gdzie za koniec tej epoki uznawał on Wielką Rewolucję Francuską, ale początek wyznaczał w okresie rządów Karola Wielkiego. Podczas tych wielu lat istnienia średniowiecza jeden wiek wydaje mi się być bardzo istotnym i przełomowym – pod kilkoma względami. Mianowicie: wiek XIII.

Był to okres, w którym nastąpiło wiele istotnych dla epoki zmian. W tym wieku nastąpiło apogeum cywilizacji średniowiecznej i znalazła się ona w szczytowej fazie rozwoju.[1] W tym wieku nastąpiło ostateczne zwycięstwo papiestwa i powrót do jego dominacji nad cesarstwem.[2] W tym wieku Kościół, w obliczu zagrożenia herezją, musiał zacząć się reformować i docierać do szerokich rzesz. Ułatwiały mu to powstałe właśnie w XIII wieku zakony żebracze. Zakony te wręcz zrewolucjonizowały monastycyzm. Mnich nie był już zamkniętym w klaszotrze duchownym skupiającym się na pracy i modlitwie, którego służba Bogu polegała na ascezie i pracy. Mnisi zamieszkali między ludźmi świeckimi, w miastach, wyszli na ulice, po których ci zwykli ludzie chodzili, zwracali się w swych kazaniach bezpośrednio do nich. W kazaniach tych zaczęli używać przykładów zrozumiałych przez słuchaczy, co umożliwiało walkę z heretykami, w tym z tymi najbardziej w początkach trzynastego wieku zagrażającymi – katarami.[3]

Ubóstwo mnichów z zakonów żebraczych udzieliło się i innym osobom, które chcą w tym okresie pełnić gorliwą służbę dla Boga i Kościoła. Szczególnie propagowano postawę „Pójść nago za nagim Chrystusem”. Lansowano nawiązanie do ubóstwa Jezusa[4] i pochwalano tych, którzy również gotowi są zrezygnować z majątku, by służyć Kościołowi. I właśnie ta świętość ewangeliczna – na wzór Franciszka z Asyżu i Dominika Guzmana – była propagowana.[5] Dodać można do tego jeszcze kult czystości i stosowne śluby składane często przecież przez szlachetne małżonki różnych książąt. Wśród tych, którzy przez taki ślub radości w małżeńskim łożu nie zaznał choćby nasz Bolesław V. Tzn. zaznawał radość, ale jedynie tę duchową.

W tym stuleciu zmienił się też obraz wzajemnych relacji między ludźmi a Bogiem. Zanikł już człowiek uniżony przed Stwórcą, człowiek słaby i pełny wad, mający świadomość niedoskonałości swej istoty, cierpiący przez grzechy swoje i grzech pierwszych ludzi, wciąż tęskniący za rajskim ogrodem, z którego został wypędzony. Człowiek XIII wieku był człowiekiem, który jest wdzięczny Bogu za stworzenie i nie uważa, aby był niedoskonałym – a nawet jeśli, to posiada świadomość, że to wszak sam Bóg takim go stworzył. Z tym, że Bóg stwarzał go na swoje podobieństwo, nadał człowiekowi swoje własne cechy. „Czy więc taki człowiek może sam siebie uważać za stworzenie nieudane? Czy myśląc w ten sposób nie urąga Bogu uważając, że istota stworzona na boskie podobieństwo jest niedoskonała?” – człowiek kształtujący się na przełomie XII i XIII wieku zadawał sobie te pytania, by w XIII wieku znaleźć odpowiedź, że niewłaściwym jest sugerowanie, że Bóg uczyniłby człowieka jako istotę grzeszną. On sam się takim stał – przyjęcie grzechu było świadomym wyborem człowieka. Człowiek zaczął dostrzegać pozytywy w swej najwcześniejszej historii i znajdował nobilitujące dla siebie fakty – jest po części współodpowiedzialny za akt stworzenia. Bóg stworzył świat roślin i zwierząt, ale poddał je pod władzę człowieka, który nadał im imiona, biorąc tym samym udział w kreacji. Raz dana mu władza (choć cząstkowa) kreacyjna nie została odebrana i może on stwarzać nadal. Tym razem – siebie wewnętrznie. Oczywiście powinien się kształtować w taki sposób, by osiągnąć zbawienie. Bo człowiek ten ciągle pozostawał głęboko wierzący – ateizm w średniowieczu praktycznie nie istniał, jeśli ktoś twierdził, że nie wierzy w Boga, to czynił to raczej na zasadzie buntowniczej negacji, nie rzeczywistej wiary w nieistnienie Boga. Będąc wierzącym oddawał się pokucie – żal za grzechy ciągle istniał i pokuta często przybierała nawet skrajne formy.[6]

Nastąpił w tym wieku bunt przeciw rzeczywistości – dotychczas świat ludzki uznawany był za odbicie świata anielskiego, a hierarchia ludzka za odbicie hierarchii niebieskiej. Nie wolno więc było jej naruszać. Istniał obowiązek pozostawania w tym miejscu tej hierarchii, w którym Bóg nakazał stać i za grzech uznawano zmianę swej pozycji – wybijanie się ponad było grzechem pychy, zniżanie się hańbą. Zgodnie z hierarchizacją każdy jest poddany jakiejś władzy – mnich opata, proboszcz biskupa, biskup metropolity, kardynałowie papieża, chłop pana, drobni feudałowie swym panom feudalnym, nad wszystkim jest autorytet Biblii i Ojców Kościoła; wszyscy świeccy poddani są najwyższej władzy świeckiej (czyli cesarskiej, aczkolwiek we Francji najwyższym zwierzchnikiem świeckim pozostawał król, od czasów Filipa Augusta niezależny – za papieską zgodą – od władzy cesarza)[7] a wszyscy świeccy i duchowni władzy papieża. W wieku XIII jednak zaczęto odchodzić od tego – feudałowie zaczęli naruszać lenne powinności próbując bardziej niż dotychczas wybijać się na niezależność i buntując się wobec swych zwierzchników, często poprzez oddanie się pod opiekę innych monarchów; ludzie świeccy zaczęli sprzeciwiać się monopolowi Kościoła na pojmowanie religii, rozpleniać poczęła się herezja – i jako odejście od Kościoła i działanie poza nim, i jako wewnętrzne sprzeciwy niektórych duchownych.[8]

W tej epoce, epoce zmian i nowych potrzeb, wystąpiło kilku władców, którzy na stałe zapisali się w historii, poprzez swoje działania, żywo wybijające ich ponad przeciętność. Wśród nich chyba najszczególniej ukazuje się nam osoba Ludwika IX Świętego – władcy Francji z dynastii Kapetyngów. Został on świętym Kościoła, dbał o czystość religijną swego kraju, prowadził zwycięskie walki z wrogimi sobie feudałami i z Anglią, brał udział w krucjatach. Ale też, co czasami się pomija przytaczając jego życiorys, trwale i umiejętnie zreformował kraj, przykładając przy tym wagę do tego, by stanowieni przez niego urzędnicy odznaczali się uczciwością. Angielski kronikarz Mateusz z Paryża nazwał go królem ziemskich królów[9], stawiając go tym samym ponad innymi monarchami i ukazując jako władcę, z którego inni władcy powinni czerpać przykład i którego powinni słuchać, traktując go jako wyższego sobie.

 

 

[1] Aron Guriewicz, Społeczeństwo średniowiecznej Europy, Warszawa 1997, s. 231.

[2] Bertrand Russel, Dzieje filozofii zachodu i jej związki z rzeczywistością polityczno-społeczną od czasów najdawniejszych do dnia dzisiejszego, Warszawa 2000, s. 497.

[3] Michał Grychowski, Józef Marecki, Zakony w Polsce, Warszawa 2009, s. 90.

[4] Ubóstwo to nie jest wcale rzeczą pewną. Sama Biblia ani razu nie wskazuje na to, by Jezus był biedny, nie ma też żadnej wzmianki o ubóstwie jego rodziny. Wręcz przeciwnie: Ewangelie wyraźnie sugerują, że Józef posiadał pieniądze – np. udając się do Betlejem z ciężarną żoną szukał noclegu w gospodzie, a urodzenie Jezusa w gospodzie miało miejsce nie dlatego, jak się popularnie uważa, że jego rodzice byli biedni, ale dlatego, że nie mogli wynająć innego noclegu z powodu braku miejsc (vide: Ewangelia wg św. Łukasza 2:7). Także opisy życia Jezusa sugerują, że nie był on biedny, a jedynie zrzekł się posiadania jakiegoś majątku, ale i tak wraz ze swoimi apostołami jako grupa posiadali pieniądze.

[5] Andre Vauchez, Święty, [w:] Człowiek średniowiecza, pod red. J. Le Goffa, Warszawa 2007, ss. 406-407.

[6] Jacques Le Goff, Człowiek średniowiecza, [w:] Człowiek średniowiecza…, ss. 12-13, 17-18.

[7] Jacquess Le Goff, Apogeum chrześcijaństwa ok. 1180 – ok. 1330, Warszawa 2003, ss. 72-73.

[8] J. Le Goff, Człowiek średniowiecza…, ss. 49-50.

[9] Jan Baszkiewicz, Francja w Europie, Wrocław 2006, s. 31.

Komentarze