Dodano: 2017-07-31 05:17:15

Historia tortur cz. 2- cierpienie w imię boże.

0476-01-01 - 1453-05-29

Epoka średniowiecza cechowała się dużym zbliżeniem ludzi do Boga. Wiara, granicząca wręcz z fanatyzmem religijnym usprawiedliwiała tortury w celu wymuszania zeznań na domniemanych heretykach, opętanych bądź parających się ciemnymi mocami. Mimo że wiele cielesnych kaźni odbywało się w lochach okolicznych zamków zdarzały się i tortury będące zarazem rozrywką dla motłochu. Wraz z rozwojem cywilizacji i poznawaniem człowieka coraz częściej pojawiać zaczęły się ,,tortury dla ducha”, egzekwowane za pomocą kar na honorze, czy piętnowania. Tym samym otwierały się dla dziedziny zadawania ludziom cierpień nowe horyzonty.

Opisy tortur średniowiecznych pochodzą w dużej mierze z krajów zachodniej Europy. Z reguły poszczególne męki nie różniły się od siebie stając się znanym i skutecznym sposobem na zadawanie bólu. Zdarzały się jednak wyjątki i z odległych ziem docierały wieści o praktykach tak odrażających, że nawet nie próbowano ich powielać. Tym właśnie był dla większości chrześcijańskich europejczyków krwawy orzeł, którego wedle przekazów stosować mieli wikingowie. Praktyka ta miała przysługiwać synom, którzy chcieli pomścić śmierć ojca. Ofiarę ustawiano plecami do góry. Następnie oprawca wbijał miecz w plecy i odginał żebra, tak by odsłoniły organy. Następnie przez utworzoną ranę wywlekano płuca i przewieszano je przez ramiona[1].

blood-eagle.jpg

 W procesach różnych kategorii stosowano żywioły dla udowodnienia prawdziwości lub nie słów oskarżonego[2]. Próby te polegały m. in. na zanurzeniu ręki we wrzątku, bądź uchwyceniu rozgrzanej do czerwoności sztaby żelaza. Z założenia brak oparzeń miał świadczyć o szczerych zeznaniach podejrzanego. Motywowano to wiarą w boską ochronę sprawiedliwych. W rzeczywistości pomyślny wynik próby spowodowany był przekupieniem kata (ten miał w zamian doprowadzić do obniżenia temperatury wody lub żelaza)[3], bądź przygotowaniem specjalnych maści zapobiegającym oparzeniu. Wiarę w sens takich prób podawano w wątpliwość już w XII wieku. Oczekiwanie, że po kontakcie z wrzącą wodą lub ogniem na ludzkiej dłoni nie pojawią się pęcherze byłoby oczekiwaniem cudu. To zaś miałoby być wymuszaniem boskiej interwencji co zakrawałoby na bluźnierstwo[4].

Wobec udowodnienia w procesach różnych przewinień decydowano się często pozbawiać skazanych określonych części ciała. Złodziejów pozbawiano kciuka, a następnie dłoni, uwodzicieli oślepiano, a kłusowników pozbawiano stóp, którymi kroczyli po nie swoich terenach łowieckich, za niechodzenie do kościoła ówczesnym groziła nawet kara obcięcia ucha[5]. Cięższe przewiny spotykały się z większymi okaleczeniami, w Anglii za lichwiarstwo pozbawiano prawej dłoni i jądra[6].

W podziemiach zamków przy wymuszaniu zeznań, a także ku uciesze gawiedzi na gwarnych placach wykonywano karę chłosty. W zależności od przewin chłosta była tym dłuższa, im cięższe były przewinienia oskarżonego. W większości państw europejskich stosowano skórzane rzemienie, bądź brzozowe witki. W Rosji jednak chłosta nierzadko oznaczała wyrok śmierci. Powodem było narzędzie jakim posługiwał się wykonujący karę. Knut, bicz złożony z plecionych rzemieni zakończony drewnianą rączką zamrażano lub wplatano w niego drut. Tak usztywniony mógł pozbawić ofiarę życia[7]. W epoce, w której główną rolę odgrywała wiara stosowano także samobiczowanie. Biczownicy umartwieniem ciała chcieli zbliżyć się do Boga poprzez cierpienie. W tym celu poza okładaniem się biczem nosili specjalne buty pokutne lub nakładki na zwykłe obuwie. Wyposażone w kolce lub wypustki boleśnie uciskały podczas chodzenia[8].

W średniowiecznej Europie przyjęto pochodzącą z Indii torturę anudal. Polegała ona na podwieszaniu skazańca w jak najbardziej niekomfortowej pozycji. Zawieszano więc za jedną lub obie nogi, za rękę, a nawet związywano ciało tak by uzyskać jak najbardziej bolesne kombinacje. Wieszanemu przyginano głowę, następnie owijano szyje liną i przeciągano ją do stopy. Dodatkowo dla zwiększenia bólu obciążano więźniów oraz bito ich[9]. Sposobem wykorzystującym ból wynikający z niekomfortowego ułożenia ciała było umieszczanie nieszczęśnika na biskupie. Ta rama przypominająca rzemieślnicze koziołki umożliwiała przymocowanie w dowolnej pozie, zależnej od tego którą stronę należało wychłostać[10]. Podobnym budową narzędziem był osioł. Różnił się od biskupa tym, że sadzano na nim okrakiem skazanego. Wierzchołek konstrukcji dodatkowo profilowano lekko na bok, tak by siedzący na nim cierpiał dodatkowy ból zmuszając ciało do utrzymania pozycji pionowej[11].

Immagini_fornite_dal_libraio_Altre_immagini_TRATTATO_DE_GLI_INSTRUMENTI_DI_MARTIRIO_E_DELLE_VARIE_MANIERE_DI_MARTORIARE_USATE_DA'_GENTILI_CONTRO_CHRISTIANI._DESCRITTE_ET_INTAGLIATE_IN_RAME.jpg

Tortury rozciągania ciała nadal były w użyciu. Co więcej, ława za pomocą której nieszczęśnika męczono stale była udoskonalana od czasów starożytnych. W Anglii ława weszła do stałego użycia od roku 1420, jednak już wcześniej była na stałym wyposażeniu inkwizytorskich sal tortur[12]. Do jej stałego użytkowania przyczynił się diuk Exeteru, ówczesny zwierzchnik straży londyńskiej Tower. Z tego względu przyjęło się wkrótce nazywanie tortur na ławie ślubem z córką diuka Exeteru[13]. W katowniach ławy przybierały rozmaite kształty, dodawano rozmaite obciążniki i wałki nabite kolcami. Jednym z bardziej okrutnych typów była ława typu nagelbett. Jej powierzchnia nabita była gwoździami, które już po ułożeniu torturowanego wbijały się w nieszczęśnika, a przy rozciąganiu rozrywały ciało[14]. Niektóre z ław nie polegały na rozciąganiu kończyn, sznury umieszczone na końcach ramion zaciskano na dłoniach i kostkach torturowanego co kończyło się bolesnym wżynaniem sznurów w ciało[15].

Rozrywanie było okrutną i widowiskową torturą. Świadczy o tym wysoka jej popularność, szczególnie we wczesnym średniowieczu. Nagięte drzewa (zazwyczaj brzozy) puszczone rozrywały przywiązanego do nich kończynami skazańca. Nierzadko na skutek siły z jaką wracały do pierwotnej pozycji liny pękały, co skutkowało wyrzuceniem fragmentów ludzkiego ciała na znaczne odległości[16]. Rozrywania dokonywano również za pomocą koni, te męki miały być zadane Ganelonowi, zdrajcy pojawiającym się w pieśni o Rolandzie: Wszyscy zgodzili się, a Francuzi pierwsi, że Ganelon musi umrzeć w osobliwych mękach. Przyprowadzają cztery rumaki, potem przywiązują mu ręce i nogi. Konie są ogniste i rącze, czterej strażnicy pędzą ich przed siebie do klaczy, która jest na środku pola. Przyszedł na Ganelona dzień zguby. Wszystkie jego nerwy prężą się, wszystkie członki jego ciała pękają, na zieloną murawę leje się jego jasna krew. Umarł Ganelon śmiercią, która przystała jawnemu zdrajcy. Kiedy człowiek jeden zdradzi drugiego, nie jest słuszna, aby się tym mógł chełpić[17]. W lżejszych przypadkach rozerwania dokonywało czterech pomocników kata, mimo że kończyło się to jedynie wyrwaniem kości ze stawów wystarczyło to aby do końca życia uczynić skazańca niepełnosprawnym.

Obok rozrywania praktykowane były również rozmaite formy nakłuwania i zgniatania. Narzędziem, które wykorzystywało kłucie ofiary była słynna żelazna dziewica. Pochodzące z Niemiec narzędzie wyglądem przypominało sarkofag, z twarzą kobiety. We wnętrzu znajdowały się kolce, które po umieszczeniu skazańca i zamknięciu drzwi wbijały się w niego. Obrażeniom ulegały newralgiczne punkty ludzkiego ciała, jednak rany nie były głębokie, przez co zamiast szybkiej śmierci następowała powolna, nawet kilkudniowa agonia[18]. Według przekazów dziewica, wykorzystywana przez inkwizycję miała mieć wizerunek Maryi[19].

Prostym i skutecznym narzędziem był hiszpański zając. Był on udoskonaloną formą jeża[20] dzięki zastosowaniu kija, który umożliwiał łatwiejsze nim operowanie. Z wyglądu przypominał dzisiejszy wałek malarski, jednak nabity był kolcami. Kat mógł przejeżdżać nim po ciele skazańca umieszczonego na stojąco lub wisząco bez potrzeby przekładania go na ławę[21]. Stosunkowo prostym i skutecznym narzędziem był widelec heretyka. Przedmiot zakończony dwuzębnym widelcem na obu końcach przywiązywany był do obroży mocowanej u szyi oskarżonego o paranie się ciemnymi mocami. Aby uchronić się przed kłuciem musiał on trzymać głowę odchyloną, co przy przedłużającym się przesłuchaniu stawało się coraz trudniejsze, a osłabiony nieszczęśnik ranił mostek i podbródek[22].

800px-Muzeum_Ziemi_Lubuskiej_-_Muzeum_Tortur_-_Widełki_heretyków.jpg

Te i wiele innych narzędzi było wynalazkiem hiszpańskiej inkwizycji. Oskarżonego o herezję sadzano na krześle inkwizytorskim, które naszpikowane było kolcami[23]. Przed przesłuchaniem kat dokładnie wyjaśniał ofierze jak działają poszczególne narzędzia. Miało to zmusić do składania zeznań już przed torturami. Również cała gama zgniataczy była tworem tej instytucji, a wśród nich najbardziej znane, hiszpańskie buty. Służyły one głównie do zgniatania kończyn i łamania kości. Pomiędzy dwie części specjalnej formy do goleni lub stopy wkładano kończynę następnie śrubami zaciskano elementy zgniatając i łamiąc kości. Dodatkowego bólu dostarczały kolce umieszczone wewnątrz form[24]. Hiszpańskie buty wykonane z metalu można było dodatkowo podgrzać. Francuzi wprowadzili własną wersję butów tworząc brodequin. Niezależnie od konstrukcji brodequin przeznaczony był do miażdżenia całej nogi. Czyniono to za pomocą przynajmniej dwóch desek, które wkładano po zewnętrznych stronach nóg. Całość obwiązywano i między nogi wbijano drewniane kliny. Coraz większa ilość i rozmiary klinów skutkowały zmiażdżeniem stawów kolanowych[25].

TM-Torture_chair.jpg1280px-Beinschrauben_-_Mittelalterliches_Kriminalmuseum_Rothenburg_ob_der_Tauber.jpg

Oskarżonych, którzy nie chcieli zeznawać próbowano złamać za pomocą kary peine forte et dure ,,kara silna i długa”. Polegała ona na więzieniu oskarżonego w ciężkich warunkach, aż ten się złamie i złoży ze znania. Okazywało się, że w niektórych przypadkach niepotrzebne były tortury sensu stricto. Urągające ludzkiej godności warunki, mała powierzchnia, głód i zagrożenia w postaci współwięźniów i lokalnych zwierząt (szczurów, insektów itp.) skutecznie potrafiły wymusić zeznania bez zadawania dodatkowych cierpień[26]. Umożliwiały to specjalne warunki. Oskarżeni i oczekujący na proces byli zamykani w maleńkich celach, jak londyńska ,,Little Ease” o powierzchni 1,2 m² lub francuskie souriciere (mysia dziura) o powierzchni zaledwie 91 cm². Uniemożliwiały one skazańcowi przyjąć jakąkolwiek wygodną pozycję co prowadziło do bólu w całym ciele[27]. Dodatkowo szczury, stali bywalcy lochów podgryzały więźnia, który nie mógł nawet się przed nimi bronić. Jedna z metod wykorzystywanych przy praktykach kary silnej i długiej polegała na położeniu oskarżonego na plecach w lochu. Następnie po przywiązaniu członków kładziono mu na piersi deskę i kładziono odważniki. Długa i bolesna kara miała zmusić go do składania zeznań, a jeśli nie, systematycznie zwiększano liczbę ciężarów. Dla zwiększenia bólu decydowano się czasem na położenie kamieni lub drewna pod plecy[28]. Siłę miażdżenia wykorzystywał też zgniatacz kciuków, który wchodził do użycia ok. XIV wieku w Szkocji[29]. Przypominał imadło, a płytki, które ściskały palce wyposażone były dodatkowo w kolce. Aby zwiększyć cierpienie kat uderzał młotkiem w zgniatacz, co potęgowało ból nieszczęśnika[30].

Koło pełniło ważną rolę na liście średniowiecznych tortur. Oprócz tradycyjnego łamania kołem i na kole w średniowieczu zaczęto stosować koło śmierci. Koło ustawione było pionowo, na specjalnym stelażu z korbami, które umożliwiały obracanie nim. Początkowo służyło do przytrzymywania ofiary, później pod kołem rozniecano ogień lub układano deski z kolcami. Obracany na kole nieszczęśnik przy każdym obrocie szorował ciałem po kolcach. W innej metodzie to na kole zamontowane były raniące elementy, a torturowany przywiązany był do ramy. Obracanie koła działo na ciało jak tarka. Najbardziej okrutne jednak było aragońskie koło śmierci. Znajdowało się ono nad ławą, do której przywiązywano ofiarę. Koło wyposażone było w ostrza, które rozcinały leżącego wzdłuż brzucha[31]. Konstrukcją budzącą trwogę był także bęben. Niczym bęben dzisiejszej pralki obracał się przez co ofiara narażona była wewnątrz na obijanie się i ranienie o umieszczone w jego środku kolce[32]. Na zakończenie kaźni dokonanych na kole (przede wszystkim łamania) ofiarę, jeszcze żywą przewlekano przez szprychy koła i ustawiano na wysokim palu[33].

W okrutnym postępowaniu ludzi wobec innych ludzi wykorzystywane były również zwierzęta. Przy wymuszaniu zeznań chętnie posługiwano się stałym bywalcem lochów, szczurem. Głodzone zwierzęta wkładano do metalowej klatki lub wiadra, którą następnie przytwierdzano do brzucha więźnia. Szczura pozostawiano, bądź dodatkowo jego więzienie podgrzewano ogniem. Przerażone zwierze szukając ucieczki kierowało się ku jedynej przeszkodzie, którą było w stanie sforsować. Był to brzuch nieszczęśnika, któremu szczur wgryzał się wewnątrz, próbując się wydostać[34]. Również w celi szczury okazywały się przydatne, w niektórych z pomieszczeń dla skazańców oczekujących na proces lub przesłuchanie znajdowały się otwarte rury kanalizacyjne. Gryzonie dostawały się nimi do celi i w poszukiwaniu pożywienia atakowały więźniów[35]. Preferowaną przez mieszkańców dzisiejszej Rosji metodą zadawania męki było przywiązywanie do jelenia. Spłoszone zwierze z człowiekiem na grzbiecie bezskutecznie starało się uciec, przedzierając się przez leśne gęstwiny. Te z kolei raniły pasażera, który po długim czasie konał[36].

Wraz z poznaniem istoty człowieka przydatne stawały się praktyki (zarówno w  ramach kary jak i ludzkiego okrucieństwa) polegające na poniżeniu. W średniowiecznej Anglii dyby stanowiły niezbędną dekorację- nawet puste były przytłaczającym symbolem rządów prawa[37]. Dyby skutecznie pełniły rolę odstraszacza przed potencjalnymi zbrodniami, okazywały się również przydatne w salach tortur, gdzie można było dzięki nim skutecznie unieruchomić skazańca na przykład podczas przypalania. W tradycyjnym użyciu zakutego w dyby obrzucano zarówno wyzwiskami jak i zepsutą żywnością.

Ciekawym, acz niepozbawionym okrucieństwa sposobem wykonywania kar na honorze oraz publicznych tortur był kogut. W zależności od zdolności twórcy, narzędzie to w mniejszym lub większym stopniu przypominało zwierzę, od którego czerpało swą nazwę. Najprostsze wersje przypominały żelazny stołek z kajdanami, do którego przytwierdzano ozdoby nadające wygląd koguta. Gdy usadzono ofiarę, kat rozpalał pod siedziskiem ogień, który nagrzewał metalową powierzchnię. Ku uciesze gawiedzi torturowany próbował wyrwać się z okowów podskakując, co miało przypominać galopowanie na kogucie[38].

W mrokach średniowiecza, pod znakiem ludzkiego okrucieństwa skrytego pod płaszczykiem wiary skazywano ludzi na męki. Ówcześni ludzie kontynuowali i doskonalili dzieło przodków, a nie miał to być kres tortur.

Torture_chamber_in_Prague_Castle.jpg

Zapraszamy także na : Historia tortur cz.1 - Początki zadawania bólu 

 

BIBLIOGRAFIA:

  • Jurga R. M., Machiny do tortur, kat, narzędzia, egzekucje, Czerwonak 2014.
  • Kellway J., Historia tortur i egzekucji, Poznań 2000.
  • Kerrigan M., Dzieje tortur od starożytności do dziś, Warszawa 2013.
  • Malinowski Ł., Egzekucja na cześć boga, Focus historia ekstra 1/2015, s. 34-37.
  • Pieśń o Rolandzie, Warszawa 1932.

 

[1] Ł. Malinowski, Egzekucja na cześć boga, Focus historia ekstra 1/2015, s. 34-37.

[2] M. Kerrigan, Dzieje tortur od starożytności do dziś, Warszawa 2013, s. 69-73.

[3] J. Kellway, Historia tortur i egzekucji, Poznań 2000, s. 58.

[4] M. Kerrigan, dz. Cyt., s. 73.

[5] R. M. Jurga, Machiny do tortur, kat, narzędzia, egzekucje, Czerwonak 2014, s. 155.

[6] J. Kellway, dz. Cyt., s. 60.

[7] Tamże, s. 66-67.

[8] R. M. Jurga, dz. Cyt., s. 32-33.

[9] Tamże, s. 12.

[10] Tamże, s. 26-27.

[11] Tamże, s. 162.

[12] M. Kerrigan, dz. Cyt., s. 41.

[13] Tamże, s. 43-44.

[14] R. M. Jurga, dz. Cyt., s. 143.

[15] M. Kerrigan, dz. Cyt., s. 42, 57.

[16] R. M. Jurga, dz. Cyt., s. 194.

[17] Pieśń o Rolandzie, Warszawa 1932, s. 53.

[18] R. M. Jurga, dz. Cyt., s. 285-288.

[19] M. Kerrigan, dz. Cyt., s. 142.

[20] R. M. Jurga, dz. Cyt., s. 84.

[21] Tamże, s. 77.

[22] Tamże, s. 256-257.

[23] Tamże, s. 129.

[24] Tamże, s. 74-75.

[25] Tamże, s. 30-31.

[26] J. Kellway, dz. Cyt., s. 84-85.

[27] M. Kerrigan, dz. Cyt., s. 18-19.

[28] J. Kellway, dz. Cyt., s. 70-71.

[29] M. Kerrigan, dz. Cyt., s. 59.

[30] R. M. Jurga, dz. Cyt., s. 274-275.

[31] Tamże, s. 116-118.

[32] Tamże, s. 21-25.

[33] Tamże, s. 190-191.

[34] Tamże, s. 214.

[35] M. Kerrigan, dz. Cyt., s. 108-108.

[36] Tamże, s. 111.

[37] Tamże, s. 31.

[38] R. M. Jurga, dz. Cyt., s. 113.

Komentarze