Dodano: 2018-07-19 10:54:13

Fort VII w Toruniu – z pamiętnika osadzonego Bożysława Kurowskiego.

1939-10-18 - 1940-01-09

Bożysław Kurowski

Bożysław Kurowski urodził się 3 listopada 1911 r. w Poznaniu. W 1933 r. ukończył studia z tytułem magistra na Uniwersytecie w Poznaniu, na Wydziale Prawa. W 1934 r. ukończył Szkołę Podchorążych Rezerwy Artylerii w Włodzimierzu Wolińskim i przeszedł jednocześnie jednoroczną służbę wojskową. Następnie odbył 5-letnią aplikację adwokacką. Wybuch wojny uniemożliwił mu złożenie egzaminu, który był przewidziany na październik 1939 r. Uczestniczył w kampanii wrześniowej, w walkach nad Bzurą i w obronie Warszawy, jako oficer 31 pułku artylerii lekkiej. Wrócił do Torunia, gdzie został aresztowany i osadzony w Forcie VII w październiku 1939 r. Od 9 stycznia 1940 r. był więźniem w obozie koncentracyjnym Stutthof, po jego ewakuacji został przetransportowany do obozu Sachsenhausen-Oranienburg, a następnie do Mauthausen-Gusen, gdzie współorganizował podziemny ruch oporu „Orzeł Biały”. Wrócił do Sachsenhausen-Oranienburg, gdzie 3 maja 1945 r. doczekał wyzwolenia. Przybył do Szwecji dnia 16 lipca 1945 r. na leczenie i rekonwalescencję. Do Polski już nie wrócił.

bożysław.jpg

Wspomnienia

Dnia 18 października 1939 r. rano o godzinie 6 słychać było na schodach miarowe, ciężkie stopy żołnierzy niemieckich, które miały sterroryzować śpiących jeszcze mieszkańców domu. Urzędnik Gestapo z opaską w asyście żołnierza Wehrmachtu przeszedł wszystkie mieszkania, z których wyprowadzono wszystkich znajdujących się tam mężczyzn na ulicę do punktu zbornego. Kiedyśmy znaleźli się na Rynku Staromiejskim obok Ratusza, okazało się, że w całym śródmieściu dokonuje się obławy. Mężczyzn ściąga się na miejsce zborne i samochodami wywozi do fortów. Znalazłem się w grupie, gdzie byli księża katoliccy z parafii św. Jana i Najświętszej Maryi Panny, sędziowie, adwokaci, kupcy i inni znajomi. Wśród kpin, łżenia, groźby i podtrącań załadowano nas w grupie ok. 30 osób na samochód ciężarowy i odtransportowano do Fortu VII im. Tadeusza Kościuszki. Tam dokonano prowizorycznej rejestracji i umieszczono bardzo gęsto w salach. Obława trwała trzy dni, była przeprowadzana kolejno dzielnicami miasta i w sumie aresztowano ok. 1500 mężczyzn, głównie inteligencję, a także osoby, które przypadkowo w trakcie podróży wysiadały w Toruniu. Forty VII i VIII, więzienie tzw. Okrąglak oraz Fort na Rudaku były zapełnione aresztowanymi.

toruń VII.jpg

Pobyt mój w Forcie VII trwał do 9 stycznia 1940 r., a więc ponad 2,5 miesiąca. Warunki mieszkaniowe były fatalne. Zmasowano nas tak gęsto, że było ciemno i nie można było się ruszać. Od drzwi wejściowych, wzdłuż sali, prowadził metrowy ganek, po obu jego stronach leżała słoma, na której leżeliśmy ciasno jeden tuż obok drugiego w swoich ubraniach. Żadnych okryć na noc w rodzaju koców nie było. Leżeliśmy na słomie we dnie tak samo, jak w nocy, niektórzy tylko przechadzali się tam i z powrotem. Duszno było bardzo. Pamiętam ciągłe spory między starszymi a młodymi o otwarcie okien. Starzy bardzo łatwo zaziębiali się. Angina powodująca konieczność operacji była chorobą dość powszechną. Raz w tygodniu w środę wyprowadzano nas na spacer jednogodzinny. Kąpieli w ogóle nie było, to też wnet pojawiły się wszy, które były plagą ogólną.

Odżywienie odbywało się trzy razy dziennie: rano kawa, w południe ¾ litra zupy (brukiew w odzie), wieczorem kawa i 200 gram chleba. Po upływie 3 tygodni mogliśmy otrzymywać paczki żywnościowe, jak i paczki bielizny. Nadzór bezpośredni sprawowali „Selbsschutzmaki” – miejscowi Niemcy w ubraniach cywilnych z zieloną opaską na ramieniu. Byli to przeważnie ludzie młodzi, którzy łatwo dali się wziąć, jako narzędzie metod Gestapo i z karabinem na ramieniu pełnili straż.

Dzień pracy polegał na wyczekiwaniu na wezwania do przesłuchiwań, w wyniku których przeprowadzano selekcję aresztowanych. Z przesłuchań bardzo często wracali ludzie pobici, potłuczeni, z połamanymi żebrami, a ponadto co tydzień wywożono 40 osób na rozstrzał. Pamiętam jeden taki transport, byli tam: Prezes Pomorskiej Izby Rolniczej Jan Donimirski, Prezes Pomorskiego Związku Kółek Rolniczych Lech Czarliński, lekarze, nauczyciele, adwokaci (dr Stanisław Strzyżowski z Chełmży), działacze Związku Obrony Kresów Zachodnich, kupcy – członkowie Rady Miejskiej miasta Torunia, działacze polityczni, tudzież polscy policjanci. Mówiono o tym oficjalnie i wiadomo było powszechnie, że ci ludzie jadą na rozstrzelanie i ślad też po nich zupełnie zaginął. Po trzech tygodniach ten proceder ustał, niemniej dokonywano okrucieństwa: bicie, kopanie, przesłuchania. Dniem i nocą ciągle wyciągano kogoś spośród nas, kto wracał potem z podbitymi oczyma, sinymi wargami od uderzeń, połamanymi żebrami. Pamiętam dr med. Bogusława Jasińskiego, którego 3-krotnie przesłuchiwano i za każdym razem wracał posiniony i tak sterroryzowany, że przez dłuższą chwilę mówić nie mógł, a potem z przebiegu przesłuchań zwierzał się jedynie przede mną. Bity był za to, że jak mu oświadczono był 100% Polakiem, że kiedy Gestapo zajęło jego mieszkanie, on wszedł doń tylnymi drzwiami i odważył się wyjść, zajmował je, a ponadto starał się wtedy wyjść w ubraniach, a ponadto zawiesił znowu mu zerwany obraz bohatera narodowego Tadeusza Kościuszki. Bito go przy pomocy tzw. "Hanringu". Razu pewnego wszedł SS na salę, uderzył jednego szpicrutą w twarz, drugiego z nas w ten sam sposób i zażądał, żeby pozostali, jeżeli mają jeszcze jakieś pieniądze przy sobie, oddali jemu w depozyt. Zaczęło się szukanie w słomie i w ten sposób zebrał ok. 500 zł, na które nigdy nie dał pokwitowania. Osobiście należałem również do poszkodowanych.

Do prac porządkowych: czyszczenia ustępów, wywożenia śmieci wyznaczono księży katolickich i Żydów. Zrobiono też fotografie grupowe aresztowanych według zawodów w pozach, które miały ich ośmieszyć. Osobiście byłem fotografowany w grupie adwokatów. Byliśmy umyślnie dłuższy czas niegoleni i niestrzyżeni, i w chwili fotografowania musieliśmy ręce trzymać do góry.

Na Święta Bożego Narodzenia 1939 r. zwolniono ok. 400 osób do domu, a 192 wyeliminowano, było to 40 księży katolickich z diecezji włocławskiej i chełmińskiej, 60 nauczycieli oraz lekarzy, adwokatów, kupców, sędziów, studentów, i wywieziono dnia 9 stycznia 1940 r. do Nowego Portu w Gdańsku, a następnie do obozu koncentracyjnego Stutthof. W Nowym Porcie zatrzymano nas na 3 dni. Skoszarowani byliśmy na terenie Domu Emigracyjnego, gdzie odbyło się wciągnięcie nas do kartotek i tak zwane przedstawienie się. Wyczekaliśmy w długich szeregach na korytarzu na swoją kolejkę do kartoteki i w tym czasie żołnierzom SS trzeba było podać swoje nazwisko i zawód, na co zależnie od widzimisię SS-manów otrzymywało się właściwie uwagi, groźbę albo bicie po twarzy, czy kopnięcie. Pamiętam, jak wtedy po twarzy uderzono ks. Bernarda Czaplińskiego z Torunia, za to, że miał zbyt dumny i pewny siebie wygląd.

TABLICA TORUŃ.jpg

Zeznanie zostało opracowane na podstawie relacji Bożysława Kurowskiego, która jest dostępna w Archiwum Muzeum Stutthof w Sztutowie.

 

 

Komentarze