Dodano: 2018-07-01 10:44:33

Dwa spojrzenia na Poznański Czerwiec w ujęciu Polskiej Kroniki Filmowej z lat 1956 – 1957

1956-06-28 - 1957-06-30

Ważne wydarzenia historyczne często upamiętniano i dokumentowano za pomocą rozmaitych środków przekazu. W zależności od czasów, w jakich się one rozgrywały, były wyryte na glinianej tabliczce, zapisane w kronice, pokazane na malowidle, czy wreszcie umieszczone w formie artykułu w gazecie, przekazane za pomocą nośnika dźwiękowego w radiu, albo połączenia dźwięku i obrazu na taśmie filmowej. Dzisiaj najważniejszym medium jest Internet, gdzie informacja o danym zdarzeniu trafia niemalże natychmiast, a często relacja z niego nadawana jest na żywo. Jednak przekaz, czy to w formie pisanej, obrazowej, bądź audiowizualnej bardzo często nie jest wiernym odzwierciedleniem opisywanej rzeczywistości. Zazwyczaj jest to autorskie spojrzenie na dane zdarzenie, zajście, czy fakt. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy przekaz ma charakter ideologiczny bądź propagandowy. Z tego względu tak istotne jest nie tylko zaznajomienie się z treścią źródła, ale również samym medium, jego twórcą oraz kontekstem historyczno – społecznym, w jakim ono powstało.

Niezwykle ciekawym źródłem do badania historii PRL - u jest Polska Kronika Filmowa. Była ona swoistym magazynem filmowym emitowanym głównie w kinach poprzedzając projekcję filmu w latach 1944 - 1995. Z jednej strony stała się rejestratorem bieżących wydarzeń, a z drugiej oficjalnym instrumentem propagandowym w czasach Polski Ludowej. Z tych właśnie względów PKF jest tak interesująca i ciekawa. Nie tylko pokazuje nam bowiem wydarzenia rozgrywające się w komunistycznej Polsce, ale jednocześnie na jej podstawie możemy dokonywać badań, w jaki sposób przekazywano propagandę na różnych jej poziomach, począwszy od sposobu doboru treści, poprzez pokazywanie wydarzeń w taki, a nie inny sposób, aż po dobór innych środków, jak światło czy muzyka, podkreślający przekaz. Polska Kronika Filmowa to źródło do analizowania treści poszczególnych zdarzeń, ale i formy przekazu, jakie owe treści otrzymały[1].

W historii PRL – u mamy kilka wydarzeń określanych mianem przełomów, które wywarły duży wpływ na historię państwa i społeczeństwa tego okresu. Miały one na tyle istotny charakter, że ich zaistnienie powodowało mniejsze bądź większe tąpnięcia w strukturach państwowych i partyjnych. Pierwszym z nich były wydarzenia noszące miano Poznańskiego Czerwca z 1956 roku. To właśnie wówczas doszło do pierwszego w dziejach PRL – u  buntu społecznego. Choć bezpośrednie przyczyny strajku robotników miały podłoże ekonomiczne, to spełniły one wyłącznie rolę detonatora. System, który od ponad 10 lat na sztandarach cały czas miał wypisane hasła o równości ludzi i sprawiedliwości społecznej, w praktyce wielokrotnie zaprzeczał tym ideałom[2].

Kilka lat wcześniej, w epoce stalinowskiej, podobny protest nie miał prawa się zdarzyć. Jednak po śmierci Stalina w całym bloku państw socjalistycznych zaczęły występować symptomy odwilży. W naukach społecznych wskazuje się często, że protesty mają miejsce nie wówczas, gdy system jest najbardziej opresyjny i restrykcyjny, ale właśnie wtedy, gdy podejmowane są próby jego zreformowania czy liberalizacji. Do takiej sytuacji doszło właśnie w czerwcu 1956 roku. Jasny sygnał do odprężenia dał sam Nikita Chruszczow, który w referacie „O kulcie jednostki i jego następstwach” wygłoszonym w dniach 24 – 25 lutego 1956 roku na zamkniętym posiedzeniu XX Zjazdu KPZR, ostro skrytykował politykę prowadzoną przez swojego poprzednika[3].

Proces odgórnej liberalizacji i demokratyzacji systemu postępujący w Polsce prowadzono w sposób harmonijny właśnie do wydarzeń czerwcowych z Poznania. Inicjatorem protestu byli robotnicy pracujący w największym poznańskim przedsiębiorstwie, Zakładach im. Józefa Stalina. Pierwsze postulaty miały charakter czysto ekonomiczny. Tamtejsi pracownicy sprzeciwiali się niekorzystnemu naliczeniu podatku od wynagrodzeń, nowym zawyżonym normom pracy, żądali wypłaty pieniędzy należnych za przepracowane nadgodziny, skrócenia pracy w soboty oraz poprawy warunków higieny i bezpieczeństwa pracy[4].

Pierwotnie władze państwowe wykazywały zrozumienie dla postulatów robotników. Jednak minister przemysłu maszynowego Roman Fidelski po przybyciu do Poznania wycofał się z obietnic. Robotnicy poczuli się oszukani i 28 czerwca rozpoczęli strajk. Jako, że władze partyjne i państwowe nie miały im nadal nic do zaoferowania to sformowano pochód i skierowali go do centrum miasta, sąsiadujących ze sobą gmachów Komitetu Wojewódzkiego PZPR i Miejskiej Rady Narodowej. Mimo ekonomicznej natury w trakcie trwania protestu pojawiły się w nim wątki czystko polityczne. Śpiewano hymn, Rotę i Boże coś Polskę. Pojawiły się biało – czerwone flagi transparenty z napisami Chcemy chleba, Jesteśmy głodni, czy Precz z komunistami[5].

O 9.00 tłum pojawił się na placu Stalina (dzisiejszym Placu Mickiewicza). Stutysięczne zgromadzenie wobec braku reakcji władz zaczęło plądrować budynki lokalnych władz. Jednak do prawdziwych walk doszło po ataku „sił porządkowych” na protestujących. Po rozejściu się plotki o aresztowaniu części delegacji robotników, pewna grupa protestujących udała się na ulicę Młyńską pod więzienie, aby odbić rzekomo przetrzymywanych tam kolegów. Natomiast inna część skierowała się pod gmach Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa znajdującego się przy ulicy Kochanowskiego. Rozpoczęły się pierwsze walki, w ruch najpierw poszły kamienie i woda, a następnie użyto broni palnej. W odczuciach uczestników i obserwatorów, zajścia w Poznaniu przybrały cechy powstania narodowego. Władze uznały sytuację w Poznaniu za bardzo poważną. Wprowadzono blokadę telekomunikacyjną, a rozprzestrzeniający się bunt postanowiono spacyfikować oddziałami Wojska Polskiego. W przywracaniu porządku w mieście brało udział ponad 10 tysięcy żołnierzy. Walki trwały do rana 30 czerwca. Zginęły co najmniej 73 osoby, a kilkaset zostało rannych[6].

Wydarzenia z czerwca 1956 roku mające miejsce w Poznaniu nie mogły przejść bez echa i reakcji zarówno władz państwowych jak i propagandowych mediów. Nie można było zbyć ich milczeniem, czy zdawkowymi informacjami. Mimo blokady informacyjnej wiadomości o przebiegu i rezultacie krwawych starć szybko rozprzestrzeniły się nie tylko po kraju, ale również zagranicą. Przywódcy komunistyczni byli w trudnej sytuacji. Po raz pierwszy doszło do sytuacji, kiedy przeciwko władzy ludowej wystąpiły masy robotnicze, które z założenia miały być fundamentem nowego ustroju. Z tego względu przekaz zamieszczony w prasie, czy w kinie, nie mógł być jednoznaczny. Bardzo dobrze widać to właśnie w relacji PKF.

Na potrzeby artykułu chciałbym dokonać analizy dwóch fragmentów Kroniki. Oba przekazy dzieli rok różnicy, oba traktują o tym samych zdarzeniu, czyli wypadkach czerwcowych z Poznania. Jednak ze względu na czas i sytuację polityczną, w jakiej powstały mają zgoła odmienny przekaz.

Pierwsza z nich została wyemitowana krótko po samych zajściach. Nosi symbol PKF 56/28. Zawiera 8 sekwencji dotyczących różnych wydarzeń. Trwa 11 minut i 42 sekundy. Jej premiera odbyła się 3 lipca 1956 roku. Montażem poszczególnych części składowych zajął się Wacław Kazimierczak, a montażem dźwięku – Stefan Zawarski. Za zdjęcia odpowiedzialny był Wiktor Janik. Natomiast tekst opracował wieloletni współpracownik Polskiej Kroniki Filmowej Karol Małcużyński[7].

Co ciekawe, już pierwszy materiał filmowy traktuje o wypadkach poznańskich. To pokazuje, że autorzy uznali wydarzenia z 28 i 29 czerwca za najważniejsze w mijającym tygodniu. Zatytułowano go „W Poznaniu”, co w żadnym stopniu nie sugeruje jakich zdarzeń miały dotyczyć, a wskazuje jedynie miejsce. Materiał składa się z dwóch części. W pierwszej pokazane są ulice Poznania po starciach ulicznych mających miejsce dosłownie paręnaście godzin wcześniej. Zresztą lektor, w osobie Andrzeja Łapickiego, rozpoczyna monolog słowami: „Poznań. Sobota. 30 czerwca. Dwa dni po tragicznych wypadkach.”[8]. Już ta wypowiedź dość nieprecyzyjnie wskazuje na czas zamieszek, gdyż miały one miejsce, nie tylko w czwartek 28, ale również w piątek 29 czerwca, a dogaszanie buntu trwało do godzin porannych 30 czerwca. Następne słowa lektora podkreślają normalizowanie się sytuacji w Poznaniu po trudnych i traumatycznych zdarzeniach, jakie zaszły zaledwie kilka godzin wcześniej. „Miasto powraca do normalnego życia. Wspomnienie o czwartkowych zajściach wydaje się koszmarnym snem.”[9]. Następnie pokazywane są miejsca zamieszek z zaznaczeniem, że zwykli mieszkańcy, którzy teraz je oglądają, nie brali w nich udziału. Wspomniano i pokazano miejsce głównych starć protestujących z wojskiem, mianowicie budynek Komitetu do Spraw Bezpieczeństwa. Ukazano „okopcone ściany i ślady ognia”[10]. Mieli się do tego przyczynić podpalacze rzucający butelki z benzyną. Były to osoby, które wywołały zamieszki i spowodowały zniszczenia. W sposób dorozumiany wskazano na przeciwników władzy. Następnie pada zdanie. „Tu padły pierwsze strzały i pierwsi ludzie.”[11]. Osoby, które wywołały zamieszki, według autorów Kroniki, nie poprzestały na tym, ale również doprowadziły do większej tragedii. Pojawili się ranni i zabici.  „Przez długi czas próbowano uniknąć rozlewu krwi.”[12]. Twórcy materiału filmowego wskazują, że podejmowano próby zapobiegnięcia krwawym zajściom, jednak ostatecznie ich nie uniknięto. Jednocześnie wytypowano winnego. Okazali się nim prowokatorzy, którzy nie licząc się z żadnymi konsekwencjami swoich działań doprowadzili do rozlewu krwi. Przykładem ich działania był postawiony na dachu jednego z budynków karabin maszynowy, którym miano ostrzeliwać służby porządkowe, a nawet przypadkowych przechodniów. Razem z ową bronią zestawiono obrazy osmolonych ścian, na których widoczne były ślady kul z komentarzem: „próbowano podpalić gmach”. Wskazano na ofiarność pracowników urzędu bezpieczeństwa, którzy mimo grożącego im niebezpieczeństwa ugasili 20 pożarów. Sama liczba ma wywoływać wrażenie, zwłaszcza, że dotyczyła jednego miejsca i bardzo krótkiego okresu czasu. Następnie lektor stawia trzy pytania: „Komu potrzebny był ten krwawy dramat ? Kto wodził rej w napadach na gmachy publiczne ? Kto się krył za robotniczym pochodem ?”[13]. Jest to bardzo ciekawy zabieg retoryczny. Po zobrazowaniu całej sytuacji, pokazaniu zniszczeń i zwróceniu uwagi na poświęcenie pracowników organu państwowego należało w końcu wskazać winnego zajść w Poznaniu. Każde z pytań dotyczy innej sprawy. Pierwsze z nich kwestionuje zasadność całego zajścia. Następne zaś podnosi kwestię określenia osoby bądź grupy osób mogących skorzystać na rozruchach, które ostatecznie skończyły się bardzo dramatycznie. Twórcy Kroniki drążą  sprawę przywództwa w „napadach na gmachy publiczne”[14]. Przywołano wątek kryminogenny, przy czym ofiarami nie byli zwykli ludzie, ale w domniemaniu państwo, gdyż zaatakowano budynek, w którym mieściły się organy państwowe, w tym przypadku Komitet do Spraw Bezpieczeństwa. W interesujący sposób skonstruowano ostatnie z pytań. O same zajścia nie oskarżono bezpośrednio robotników, ale nieokreślony podmiot sterujący zamieszkami z ukrycia, mający do zrealizowania własne cele. Nawet samo określenie „robotniczy pochód” bardzo łagodnie traktuje uczestników zajść poznańskich. Wskazano dwie osoby, Ciechowskiego, który według relacji Kroniki został skazany na 10 lat za morderstwo, ale uczestniczył w zajściach, gdyż zbiegł z więzienia, oraz Czwabę zatrzymanego z bronią w ręku. To właśnie oni stali się twarzami protestu. Mimo pokazania ich wizerunków, to lektora nadal gnębi pytanie, „kto za nimi stał ?”[15]. Kolejna sekwencja obrazów podejmuje wątek ofiar zamieszek poznańskich, rannych i zabitych. Najpierw pokazano szpital i salę, w której znajdują się ranni. Wspomniano o ogromnym poświęceniu lekarzy i pozostałego personelu medycznego, którzy „nie zmrużyli oka od trzech dni”[16]. Ich wysiłek dodatkowo podkreśliło podanie liczby 300 rannych osób. Nawet wskazanie, kto się wśród nich znajdował miało ukierunkować odpowiedni odbiór informacji – najpierw wymieniono żołnierzy, dalej przypadkowych przechodniów, którzy z zajściami nie mieli nic wspólnego, a dopiero na końcu uczestników rozruchów. Ponownie wybrzmiało pytanie: „Komu to było potrzebne ?”[17]. Relacja kończy się przedstawieniem obrazów z poznańskich cmentarzy, gdzie odbyły się pogrzeby ofiar. Ponownie podniesiono wojenną retorykę „Padło 37 osób, 10 zmarło w szpitalach”[18]. Według oficjalnych danych zginęło 57 osób. Z jednej strony rządowe media mogły zaniżyć liczbę zabitych, z drugiej natomiast do Warszawy mogły nie dotrzeć jeszcze informacje o całkowitej liczbie osób poszkodowanych w starciach robotników z wojskiem i milicją. Jako poszkodowanych wskazano tylko żołnierzy i funkcjonariuszy bezpieczeństwa. Zaakcentowano przybycie premiera Cyrankiewicza, który uczestniczył w pogrzebach. Pokazano tłumy osób biorących udział w uroczystościach, podkreślając na fakt, że „pozostały matki, żony, dzieci”[19] tych, którzy starali się bronić porządku w mieście. Przekaz tej sekwencji podsumowano zdaniem: „Poznań okrył się żałobą”[20]. Aby nadać silniejszego wydźwięku podkreślono, że „całą Polską wstrząsnął poznański dramat”[21]. Konstatacją całości przekazu jest końcowe stwierdzenie, że „na krwi i żałobie żerować może tylko wróg”[22], a więc wskazano ponownie na  podmiot niedookreślony, którym straszono i ostrzegano widza. Poza warstwą tekstową i wizualną, bardzo istotny jest przekaz dźwiękowy, który ma potęgować emocje. Co ciekawe, w pierwszej części kroniki nie pojawia się żaden podkład muzyczny, słyszymy go dopiero, kiedy pokazywane są sceny z cmentarzy. Muzyka ma charakter żałobny podkreślający tragiczny wymiar wypadków poznańskich.

Drugi fragment Kroniki traktujący o wypadkach z czerwca 1956 roku ukazał się rok po tragedii. Nadano jej symbol PKF 28/57 A. Oznaczało to, że akurat ta wersja była puszczana we wszystkich kinach a nie tylko dużych miastach, jak to czyniono z wersją B. W ramach tego odcinka nadano 10 relacji, dotyczących wydarzeń w Polsce z minionego tygodnia. Całość trwa 10 minut i 10 sekund. Materiał poświęcony upamiętnieniu Poznańskiego Czerwca wyświetlono jako pierwszy, ponownie wskazując na wagę omawianych wydarzeń. Film nosi znamienny tytuł „W rocznicę”, choć dotarłem do informacji, że pełny tytuł brzmi „W rocznicę wypadków poznańskich”. Czas trwania to 1 minuta i 58 sekund. Wskazany fragment omawia obchody upamiętniające poległych w Poznaniu w czerwcu 1956 roku. Redakcją tego fragmentu zajęła się Helena Lemańska. Zdjęcia wykonali Karol Szczeciński i Zbigniew Skoczek. Całość została dźwiękowo opracowana przez Stefana Zawarskiego, a zmontowana przez Wacława Kaźmierczaka. Komentarz do scen pokazanych w kronice napisał Wiesław Górnicki, który zasłynął później tekstem popełnionym dla Wojciecha Jaruzelskiego z 13 grudnia 1981 roku[23].

W przeciwieństwie do poprzedniego  obrazu z czerwca 1956 roku, ten zupełnie inaczej przedstawia tragedię, która rozgrywała się pod koniec czerwca zaledwie rok wcześniej. Już pierwsze słowa lektora, Bogdana Niewinowskiego, wskazują na inne podejście do tego wydarzenia. „Pierwsza rocznica czarnego czwartku. Rocznica tragedii, o której nikomu zapomnieć nie wolno”[24]. Wspomnienie oraz wyeksponowanie kwestii pamięci o zajściach sprzed roku wydaje się bardzo znamienne. „Na cmentarzach poznańskich delegacje zakładów pracy, wojska, ludności, rodziny.”[25]. Obecność wielu osób, zwłaszcza przedstawicieli poszczególnych jednostek organizacyjnych będących przecież uosobieniem ówczesnego państwa, jak firmy państwowe czy wojska, kolejarzy czy harcerzy nadawały bardziej uroczysty i podniosły charakter. Kolejne kilka zdań wypowiedzianych przez Niewinowskiego również jest bardzo interesujących, zwłaszcza określenie „Ci, których leżą w grobach, polegli za jedną sprawę”[26]. Dalej wymienieni są robotnicy (na pierwszym miejscu), żołnierze i przypadkowi przechodnie. Z jednej strony to zrównanie oprawców z rzeczywistymi ofiarami, ale z drugiej warte podkreślenia jest samo wyeksponowanie robotników. Czuje się w tych słowach „popaździernikową odnowę”. Wskazano, że jest to najboleśniejsza tragedia, która miała miejsce w dotychczasowej powojennej historii Polski. Całość relacji kończy podniosła wypowiedź lektora: „Poznań, a wraz z nim cały kraj oddaje im pośmiertny hołd. Krew w Poznaniu nie poszła na marne w popaździernikowej Polsce. Pamięć o ofiarach czarnego czwartku nigdy nie zaginie”[27]. Ostatnie zdania pokazują reorientację, jaka w ciągu roku nastąpiła wobec wydarzeń. Zauważono, że owe tragiczne wydarzenia miały duży wpływ na to, co obecnie określa się mianem „odwilż popaździernikowa”. Poza warstwą tekstową ogromną rolę odegrał odpowiedni przekaz filmowy. Ten materiał miał bardziej zwarty charakter niż poprzedni. Pokazane są obchody krwawych wydarzeń, które odbywały się na poznańskich cmentarzach. Co ciekawe pokazano kilka grobów z bliska, zwłaszcza że były to groby poległych robotników. Pokazano nagrobki Zbigniewa Janczewskiego, Andrzeja Glińskiego, Feliksa Wojewódzkiego, Wacława Tomy, Romana Strzałkowskiego, Romana Jankowskiego oraz Henryka Błażejaka. Warte podkreślenia jest pokazanie miejsc spoczynku ofiar rozruchów, a nie żołnierzy, milicjantów czy pracowników urzędu bezpieczeństwa.

Zestawiając oba fragmenty Polskiej Kroniki Filmowej z lat 1956 i 1957  mówiące o tym samym wydarzeniu, można bardzo dobrze zobaczyć jak aktualna sytuacja polityczna i społeczna wpływała na przekaz medialny W lipcu 1956 rok mieliśmy dopiero symptomy późniejszej odwilży. Partia, nawet jeśli chciała przeprowadzić jakiekolwiek zmiany, to chciała to zrobić w ramach odgórnej reformy systemu komunistycznego, zwłaszcza w uzgodnieniu ze Związkiem Radzieckim. Rozruchy i wypadku z czerwca 1956 roku, były dla władz z pewnością sporym zaskoczeniem i szokiem. Stało się również tak dlatego, że przeciwko systemowi i państwu wystąpił jeden z filarów tego systemu i państwa, czyli „klasa pracująca miast”. Z tego względu twórcy materiału opisującego zdarzenia wprost nie obwinili protestujących pracowników fabryk poznańskich, ale szukali wroga „na zewnątrz”, który z ukrycia sterował zdarzeniami. Natomiast w rocznicę tragicznych wypadków sytuacja społeczno – polityczna była całkowicie inna. Nastąpiła odwilż, do władzy doszedł zrehabilitowany Władysław Gomułka. Wprowadzono pewne reformy, zelżała cenzura. Te zmiany ewidentnie są zauważalne w materiale filmowym  Wydaje się, że z tego powodu zamieszczono materiał o rocznicy tragedii, która kładła się przecież cieniem na funkcjonowaniu systemu komunistycznego w Polsce. Podkreślono i wyeksponowano krzywdę robotników, którzy wystąpili przeciwko systemowi władzy. Co istotne, pokazano obchody upamiętnienia śmierci ich uczestników i złożenie hołdu poległym. W 1957 roku świeża pamięć tragedii znalazła należne odbicie w kadrach PKF. Niestety w kolejnych latach pamięć o wypadkach poznańskich skutecznie eliminowano ze środków przekazu.

 

[1] M. Cieśliński, Piękniej niż w życiu. Polska Kronika Filmowa 1944 – 1994, Warszawa 2006.

[2] J. Eisler, „Polskie miesiące” czyli kryzys(y) w PRL, Warszawa 2008, s. 19 – 20.

[3] W. Roszkowski, Historia Polski 1914 – 1990, Warszawa 1991, s. 229 – 230.

[4] J. Eisler, op. cit., s. 20.

[5] Ibidem, s. 20 – 21.

[6] Ibidem, s. 22 – 24.

[7] http://repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/10105 (01.07.2018).

[8] Ibidem.

[9] Ibidem.

[10] Ibidem.

[11] Ibidem.

[12] Ibidem.

[13] Ibidem.

[14] Ibidem.

[15] Ibidem.

[16] Ibidem.

[17] Ibidem.

[18] Ibidem.

[19] Ibidem.

[20] Ibidem.

[21] Ibidem.

[22] Ibidem.

[23] http://www.repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/6588 (01.07.2018).

[24] Ibidem.

[25] Ibidem.

[26] Ibidem.

[27] Ibidem.

Komentarze